Mieszkańcy pradawnych mórz cz. 2 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Paweł Jędryczak   

 

Kręgowce

Łuski, zęby, płetwy...

Początki ewolucji kręgowców toną w pomroce dziejów. Najprawdopodobniej pojawiły się na świecie już w kambrze, ale nie budzące wątpliwości okazy znamy dopiero z późnego ordowiku. Pierwszymi były pancerne ostrakodermy (Ostracodermi). Nie należały jeszcze do ryb, ale do bezszczękowców (Agnatha), były więc spokrewnione z dzisiejszym minogiem. Dzisiejsze bezszczękowce nie odgrywają jednak większej roli, podczas gdy ostrakodermy dominowały aż do wczesnego dewonu. Większość z nich zamieszkiwała wody słodkie. Być może do tego właśnie celu był im potrzebny pancerz? Niewykluczone też, że jego podstawową funkcją była ochrona przed drapieżnikami, bowiem były to jeszcze czasy gdy polowały olbrzymie wielkoraki.
Pierwsze prawdziwe ryby pojawiły się w okresie sylurskim. Znamy je wyłącznie z pojedyńczych łusek i na temat ich budowy można jedynie snuć przypuszczenia. Najstarszy rybi szkielet pochodzi dopiero z dewonu. Tak więc znów pierwszych kilkadziesiąt milionów lat ewolucji tej jakże ważnej grupy pozostaje dla nas zagadką.
Najstarszymi znanymi były ryby fałdopłetwe, czyli akantody (Acanthodida). Występowały od syluru do permu. Pokrojem ciała bardzo przypominały jeszcze bezszczękowce, również ich łuski mogą być łatwo mylone. Zasadniczym krokiem naprzód było jednak wykształcenie żuchwy. Powstała ona z przekształconym łuków skrzelowych. Między prymitywną, okrągłą jamą zębową, jaką posiada minóg czy śluzica, a prawdziwymi, funkcjonującymi szczękami, jest oczywiście kolosalna różnica. Od tego momentu ewolucja tej grupy zaczęła nabierać tempa.
Również pod koniec syluru pojawiły się jedne z najbardziej charakterystycznych zwierząt paleozoiku - plakodermy, czyli ryby pancerne (Placodermi). Okres dewoński miał należeć właśnie do ryb. Wiele spośród plakodermów również zamieszkiwało wody słodkie. W tej grupie były także pierwsze ryby, które osiągnęły prawdziwie gigantyczne rozmiary. Drapieżne górnodewońskie Dinichthys i Dunkleosteus osiągały do 10 m długości. Ze środkowego dewonu znamy rodzaj Eusthenopteron, należący do ryb trzonopłetwych (Crossopterygii), z których dziś żyje jeden, reliktowy rodzaj Latimeria (nieznany jako skamieniałość). Z dewonu górnego wywodzą się zaś rekiny (Selachii). Czyni to z nich dwie najstarsze grupy kręgowców żyjące bez większych zmian w dzisiejszych morzach.
Także ryby dwudyszne (Dipnoi) znamy od dewonu, lecz akurat ich budowa uległa od tamtych czasów istotnym zmianom. Żyjące dzisiaj trzy rodzaje tych ryb także mają charakter reliktowy, lecz są już dużo młodsze: prapłetwiec (Protopterus) znany jest od oligocenu, prapłaziec (Lepidosiren) od miocenu, jedynie forma bardzo zbliżona do dzisiejszego rogozęba (Neoceratodus) – rodzaj Ceratodus – pojawia się już w środkowym triasie. Reliktami są w dzisiejszych czasach również przejściowce (Holostei), grupa istniejąca od permu i reprezentowana obecnie przez dwa rodzaje – niszczuka (Lepidosteus) i mękławka (Amia). Obie spotykane są w wodach słodkich. Rodzaj Lepidosteus pojawił się w górnej kredzie i od czasów dinozaurów nie zmienił się ani troszeczkę. Można więc uznać niszczukę za najbardziej konserwatywną i odporną na zmiany rybę jaką widział świat.
Najpospolitsze dziś ryby kostnoszkieletowe (Teleostei) występują od górnego triasu. Znane dziś rodzaje pojawiają się jednak dopiero w trzeciorzędzie: dorsz (Gadus) w paleocenie, śledź (Clupea), sum (Silurus), węgorz (Anguilla), konger (Conger) czy miecznik (Xiphias) w eocenie, szczupak (Esox) i babka (Gobius) w oligocenie, murena (Muraena) w miocenie.
W stanie kopalnym spotyka się najczęściej zęby lub łuski ryb, całe szkielety lub odciski miękkich części ciała, np. płetw, są znacznie rzadsze. Odciski takie mogły powstać tylko w wyniku szybkiego zagrzebania ryby po śmierci w mule lub piasku, albo gdy z jakiegoś powodu nie miały do jej ciała dostępu rozkładające ją bakterie czy drapieżniki. Tak mogło się dziać w przypadku ryb ginących na skutek skażenia wody wydobywającymi się spod dna trującymi gazami. Jakkolwiek by było, skamieniałości ryb nie należą na szczęście do bardzo rzadkich. Dobrze, że możemy prześledzić ich ewolucję, bo grupa to o ogromnym znaczeniu w dziejach życia, przodkowie wszystkich następnych kręgowców.

Na ląd i z powrotem

Od ryb trzonopłetwych pochodzi najstarsza grupa płazów – wymarłe labiryntodonty (Labyrinthodontia). Ich czaszka znacznie odbiegała budową od znanych nam dzisiaj płazów. Bliżej niż do współczesnych żab czy salamander, było im do ryb trzonopłetwych. Całe sklepienie czaszki tworzyły grube płyty kostne, charakterystycznie ornamentowane. Towarzyszyły im liczne skostnienia skórne. U większości gatunków reszta ciała również była mniej lub bardziej opancerzona. Tak masywnie zbudowanej czaszce zwierzęta te zawdzięczają swą drugą nazwę – stegocefale, czyli płazy tarczogłowe (Stegocephali). Niezwykłą budowę czaszki uzupełniał otwór między kośćmi ciemieniowymi, mieszczący za życia płaza dobrze wykształcone, trzecie oko. To niezwykłe rozwiązanie znajdujemy też u niektórych kopalnych gadów, a spośród współczesnych posiada je hatteria (Sphenodon punctatus), jedna z najsłynniejszych żyjących skamieniałości. To występujące na Nowej Zelandii zwierzę jest ostatnim na świecie przedstawicielem gadów ryjkogłowych (Rhynchocephalia), których szczyt rozwoju przypada na trias i które niemal całkowicie wymarły w dolnej kredzie. Oko ciemieniowe hatterii jest jednak niefunkcjonalne. Ślad po tym organie w postaci otworu w czaszce spotykamy jeszcze u kilku żyjących grup jaszczurek, m.in. u legwanów. U pozostałych kręgowców, w tym także i u nas, pozostałością oka ciemieniowego jest gruczoł dokrewny – szyszynka.
Labiryntodonty były grupą mocno zróżnicowaną, a ich systematyka opiera się nie na budowie czaszki, lecz kręgów. Zwierzęta te odegrały w dziejach życia ogromną rolę, choć są mniej znane niż na przykład dinozaury. To z nich wywodzi się między innymi Ichthyostega, najstarszy znany czworonóg, który pod koniec dewonu, ok. 367 mln lat temu, jako pierwszy dokonał inwazji na ląd. Budową bardzo przypomina rybę trzonopłetwą – pewne kości jej czaszki są charakterystyczne wyłącznie dla ryb i nie zostały stwierdzone u żadnych innych płazów. Także kręgi ichtiostegi są typowo rybie. Budowa jej kończyn wskazuje jednak, że zwierzę to mogło chodzić po lądzie. Także i one nawiązują budową do ryb – kończyny przednie dłuższe są od tylnych, tak jak płetwy piersiowe dłuższe są od odbytowych. U wszystkich pozostałych czworonogów stosunek długości kończyn przednich do tylnych jest odwrotny.
Nie jest pewne czy ichtiostega spędzała większość życia w środowisku lądowym. Jej nogi umożliwiały jej poruszanie się, choćby niezdarne, po lądzie, ale mogły też spełniać inną funkcję. Zwierzę mogło przy ich pomocy przemieszczać się w wodzie, powoli odpychając się od dna. Jej ekologicznym odpowiednikiem byłyby więc dziś takie płazy jak salamandra olbrzymia (Andrias japonicus) lub grzbietoród amerykański (Pipa americana), albo też ryba żabnica (Lophius piscatorius).
Płazy kojarzą nam się z wodą słodką lub z bagnistym lądem. Także ichtiostega, wychodząc na ląd, wychodziła z rzeki, a nie z morza. Czytelnik może więc być zdumiony umieszczeniem przeze mnie płazów w niniejszym opracowaniu, dotyczącym zwierząt morskich. Otóż szczątki trematozaurów (Trematosauria), drapieżnych labiryntodontów, będących ówczesnym odpowiednikiem krokodyli, znajdowane są właśnie w osadach morskich. Choć jak wszystkie płazy musiały składać jaja w wodach słodkich, gdyż rozwój kijanki w słonej wodzie możemy raczej wykluczyć, wszystko wskazuje na to, że dorosłe osobniki większość życia spędzały jednak w morzach. Najprawdopodobniej te żyjące w triasie zwierząta podejmowały takie same wędrówki, jakie odbywają dzisiejsze łososie. Byłby to unikatowy przykład płazów dwuśrodowiskowych.
Ostatnią interesującą nas grupą płazów są żyjące w karbonie i permie antrakozaury (Anthracosauria). Z nich właśnie wywodzi się słynna Seymouria z dolnego permu, ogniwo przejściowe łączące płazy z gadami. Większość kości jej czaszki ma budowę charakterystyczną dla współczesnych jej labiryntodontów, jednak mocny pas barkowy, a zwłaszcza miednicowy i silne kończyny, są cechami typowo gadzimi. Kręgi sejmurii wykazują zaś cechy jednej i drugiej grupy i zdają się być dokładnie w połowie drogi między płazami, a najstarszymi gadami, jakimi były kotylozaury (Cotylosauria).
Gady pojawiły się w karbonie. Były pierwszymi całkowicie lądowymi zwierzętami, które dzięki takim „wynalazkom” jak skorupka jaja i pokrycie skóry łuskami zabezpieczającymi ciało przed wysychaniem, uniezależniły się od środowiska wodnego. Były zdolne skolonizować nawet całkowicie suche tereny. Dzięki temu bardzo szybko opanowały lądy, nie na długo jednak zerwały związki z wodą. Wkrótce miały powrócić do mórz jako dynastia panująca w nich przez cały mezozoik.

Ląd to za mało

Gady także są dzisiaj grupą reliktową. Z dwudziestu czterech ich rzędów żyją dziś już tylko cztery, z czego trzy – żółwie, krokodyle i wspomniane już rynchocefale – to zwierzęta niezmiernie stare, które nie uległy istotniejszym zmianom od wielu milionów lat. Jedynie łuskonośne (Squamata), do których zaliczamy węże, jaszczurki i amfisbeny, są grupą stosunkowo młodą, która powstała i rozwinęła się w późnym mezozoiku, a większe znaczenie w przyrodzie zyskała dopiero w okresie trzeciorzędu.
Najstarszym znanym gadem jest dolonokarbońska Casineria. Była niewielkiem zwierzątkiem, pokrojem ciała przypominającym jaszczurkę i żyła 340 milionów lat temu na terenie dzisiejszej Szkocji. Być może zostanie pewnego dnia zdetronizowana – jak dotąd nie znamy bowiem żadnych szczątków kręgowców lądowych z okresu aż 20 milionów lat poprzedzających jej występowanie. W porównaniu z metrowej długości ichtiostegą i jej krewnymi 15-centymetrowa Casineria wydaje się niepozorna. Nie znamy zresztą dokładnie jej długości, gdyż skamieniałość pozbawiona jest ogona i – niestety – czaszki. Posiada za to wiele cech anatomii typowych dla gadów i w ogóle kręgowców lądowych - np. bardzo mocny kręgosłup i świetnie wykształcone stawy w kończynach. Mogła poruszać osobno poszczególnymi palcami, czego nie potrafiło żadne przed nią zwierzę. To tylko z pozoru błahostka: dzięki tej umiejętności gady mogły opanować tereny skaliste lub wspinać się na drzewa. A właśnie w lasach i na rozgrzanych skałach występują najliczniej po dziś dzień. Dla żyjących wcześniej czworonogów te środowiska były całkowicie niedostępne.
Ale lądy im nie wystarczyły... Jeszcze w paleozoiku gady rozpoczęły podbój wód. Pierwszym, który powrócił do wodnego trybu życia był Mesosaurus, metrowej długości drapieżnik, który ok. 300 milionów lat temu, na przełomie karbonu i permu żył w wodach słodkich – i być może w płytkich morzach – polując na ryby i skorupiaki. Jego długi, spłaszczony ogon niewątpiwie jest adaptacją do pływania, palce spięte były błoną pławną, a mocno wydłużona czaszka przypominała nieco czaszkę dzisiejszego gawiala. Warto tu dodać, że zwierzę to odegrało niezwykłą rolę w historii nauki. Szczątki mezozaura odnaleziono bowiem zarówno w Afryce, jak i w Ameryce Południowej, co dostarczyło pierwszych poważnych argumentów dla teorii dryfu kontynentalnego Wegenera. W czasach gdy większość ludzi uważała że fakt iż brzegi obu tych kontynentów „pasują” do siebie kształtem to tylko zabawny zbieg okoliczności, Mesosaurus mocno przechylił szalę na korzyść nowoczesnej nauki. W czasach gdy żył, dzisiejsze Afryka, Ameryka Południowa, Antarktyda, Australia i Indie tworzyły superkontynent – Gondwanę.
Ewolucyjne znaczenie tego gatunku było jednak nieporównanie mniejsze. Mezozaury wymarły pod koniec permu i wydaje się, że nie pozostawiły po sobie żadnych potomków. Gady zagościły w morzach na dobre dopiero w trasie. A niewielkiego mezozaura od prawdziwych morskich potworów, charakterystycznych dla mezozoiku, dzieli jednak daleka droga.

Władcy mórz

Jednymi z najbardziej znanych prehistorycznych gadów są plezjozaury (Plesiosauria). Zwierzęta te występowały licznie od połowy triasu, a za ich przodka uważany jest dolnotriasowy Nothosaurus, którego szczątki odnaleziono m.in. w Polsce. Najbardziej typowe plezjozaury charakteryzowała długa szyja, niewielka głowa oraz napęd na dwie pary płetw, jaki dziś posiadają jedynie morskie żółwie. Istniały także plezjozaury krótkoszyjne, czyli pliozaury, posiadające dużą głowę i pokrojem ciała nieco przypominające dzisiejsze walenie, tyle że również z dwiema parami silnych płetw. Niektóre znaleziska sugerują, że największe spośród nich mogły osiągać długość ciała do 20 m i ciężar dochodzący do 150 ton. Byłyby to więc największe morskie drapieżniki do czasów pojawienia się współczesnego kaszalota. Plezjozaury długoszyjne odżywiały się głównie rybami, choć uzębienie niektórych gatunków wskazuje, że wyspecjalizowały się one w kruszeniu twardych muszli amonitów. Ich krótkoszyjni krewniacy polowali zapewne na większą zdobycz, nie wyłączając plezjozaurów właściwych. Jedne i drugie należały z pewnością do znakomitych pływaków.
W środkowym triasie na terenie dzisiejszych Niemiec występował niespokrewniony z plezjozaurami Tanystropheus, którego szyja osiągała ponad połowę długości ciała, a przy tym była dość sztywna, składając się z zaledwie 9-12 mocno wydłużonych kręgów. Jego zęby wskazują że także był rybojadem, znajdowany jest w osadach morskich, ale już kończyny tego gada nie mają nic wspólnego z wodnym trybem życia i przypominają nogi dzisiejszych jaszczurek (których Tanystropheus być może jest przodkiem). Trudno sobie wyobrazić bardziej kuriozalne zwierzę.
Krewnymi plezjozaurów były za to plakodonty (Placodontia). Wspominany już rodzaj Nothosaurus jest prawdopodobnie wspólnym przodkiem obu tych grup. Plakodonty miały dobrze wykształcone oko ciemieniowe. Także zamieszkiwały morza, choć ograniczone są jedynie do triasu. Jak na tak krótki pobyt na Ziemi były niezwykle zróżnicowane. Należały tu formy zarówno całkowicie pozbawione płytek kostnych, jak i silnie opancerzone. Niektóre, zapwne wskutek konwergencji, do złudzenia przypominają żółwie. Inne mają wydłużone ciało zwieńczone spłaszczonym bocznie ogonem. U większości gatunków zęby mają postać potężnych płytek, co wskazywałoby na głowonogi posiadające mocne muszle jako główny ich pokarm. Niektóre plakodonty są jednak całkowicie bezzębne, jeszcze inne miały wykształcony rogowy dziób. Byli wśród nich znakomici pływacy, jak i formy mało ruchliwe. Te żółwiopodobne mogły zresztą wieść lądowy tryb życia. Jakby nie patrzeć – bardzo ciekawa grupa. Szkoda, że mało znana i szkoda, że o tak krótkiej historii.

Rogate żółwie i krokodyl-wegetarianin

Znane współcześnie grupy gadów także miały swoich przedstawicieli w pradawnych morzach. Na ogół nie różniły się one znacząco od dzisiejszych gatunków, można jednak odnaleźć wśród nich zwierzęta, które wprawią nas w zadziwienie.
W przeciwieństwie do żółwiopodobnych plakodontów, prawdziwe żółwie (Chelonia) mają historię długą, choć nie zawsze była ona związana z życiem wodnym. Początkowo były to zwierzęta typowo lądowe. Najstarsze żółwie znamy już z triasu, jednak formy morskie pojawiły się dopiero w okresie kredowym. Ewolucja tej grupy przebiegała naprawdę w żółwim tempie. Nie znamy zresztą jej początków, gdyż w górnym triasie żółwie zjawiają się już niemal zupełnie ukształtowane. Najstarsze gatunki mają co prawda zęby, których dzisiejsze żółwie nie posiadają (nie licząc wczesnych faz rozwoju embrionalnego), ale typowych form przejściowych między kotylozaurami a żółwiami dotąd nie odnaleziono. Z tego zresztą powodu część badaczy neguje pochodzenie tej grupy od kotylozaurów.
Żółwie to najbardziej konserwatywna grupa gadów. Nie oznacza to jednak, że i u nich nie pojawiły się pewne wyraźne różnice. Na przykład formy morskie mają płetwy ze znacznie wydłużonymi palcami, podczas gdy u form lądowych palce są w znacznym zaniku. Większość żółwi jest mocno opancerzona, a u jednego z najstarszych – rodzaju Triassochelys – pancerz zaopatrzony był w mocne kolce, które pokrywały też ogon i głowę tego gada. Były też żółwie, u których ogon schowany był w sztywnej pochwie kostnej. Ale istnieją i gatunki, u których pancerz zanikł całkowicie – przykładem dzisiejszy żółw skórzasty (Dermochelys coriacea). Najdziwniejsze były jednak żółwie z rodziny Meiolanidae, znanej od górnej kredy i niedawno wymarłej. Z tyłu głowy znajdowały się u nich duże rogi.
Ze wszystkich gadów właśnie żółwie najmniej odczuły skutki wielkiego wymierania na granicy kredy i trzeciorzędu, być może ze względu na niewielkie na ogół rozmiary i ziemnowodny tryb życia. W każdym razie porównując żółwie górnokredowe z tymi z wczesnego trzeciorzędu większych różnic nie zauważymy, niektóre rodzaje kredowe żyją zresztą do dzisiaj. Znany z Polski rodzaj Emys (do którego należy żółw błotny) pojawił się w eocenie.
Krokodyle (Crocodilia) również przetrwały do naszych dni od mezozoiku. Nie były to jednak zwierzęta aż tak konserwatywne. Nic dziwnego – krokodyle sa znacznie bardziej zaawansowane ewolucyjnie od żółwi. Należą, jako jedyne spośród żyjących gadów, do podgromady archozaurów (gadów naczelnych), gdzie prócz nich zaliczane są tekodonty, dinozaury i pterozaury. Krokodyle pojawiły się w triasie jako zwierzęta lądowe. Ich silne i dość wysokie nogi wskazują, że były niezłymi biegaczami. Najprawdopodobniej były to zwierzęta stałocieplne, podobnie jak gady latające i przynajmniej część dinozaurów. Wskazuje na to m.in. budowa serca współczesnych krokodyli, które przypomina bardziej serce ssaków i ptaków niż jakichkolwiek innych gadów. Ma bowiem dwie komory i dwa przedsionki, a krew żylna nie miesza się w nim z tętniczą. Wszystkie pozostałe gady mają tylko jedną komorę serca, z przegrodą niezupełną. Przypuszczalnie zmiennocieplność krokodyli jest cechą wtórną i pojawiła się kiedy te zwierzęta opanowały środowisko wodne.
Dzisiejsze krokodyle żyją w wodach słodkich. Jedynie największemu spośród nich, krokodylowi różańcowemu (Crocodylus porosus) z północnej Australii, zdarza się zapuszczać do przybrzeżnej strefy morza. W jurze i kredzie wiele gatunków przystosowało się jednak doskonale do życia w otwartych oceanach, mocno zmieniając swą budowę ciała. Górnojurajski rodzaj Metriorhynchus całkowicie zatracił pancerz, obie pary jego kończyn przekształcone były w płetwy, zaś ogon zwieńczony był płetwą ogonową o dwóch płatach - skórzastym górnym oraz dolnym, gdzie kończył się kręgosłup. Poza kilkoma gatunkami mezozoicznych krokodyli zjawisko to znane jest jedynie u ichtiozaurów. Wśród dawnych krokodyli spotykamy zarówno formy olbrzymie, dochodzące do kilkunastu metrów długości, jak i miniaturowe – dorosłe osobniki jurajskiego Alligatorellus dochodziły do 22 cm długości. Jednak najbardziej zdumiewające są chyba krokodyle roślinożerne. Dolnokredowy gatunek, nazwany trafnie Chimaerasuchus paradoxus, a żyjący 115 mln lat temu na terenie dzisiejszych Chin posiada uzębienie heterodontyczne, bardzo przypominające zęby współczesnych mu dinozaurów roślinożernych. Także górnokredowy Simosuchus znany z Madagaskaru, gdzie żył 70 milionów lat temu, przeszedł na dietę wegetariańską.

Jak ryba w wodzie

Najdoskonalej przystosowanymi do życia w wodzie gadami były bez wątpienia ichtiozaury (Ichthyosauria), znane także jako rybojaszczury. Trafna nazwa! Ponieważ zachowały się okazy z odciśniętymi miękkimi częściami ciała, możemy bardzo dokładnie odtworzyć wygląd ichtiozaura. To zresztą w ogóle jedne z najlepiej poznanych wymarłych zwierząt. Ogólnym pokrojem ciała przypominały ryby: wydłużony pysk, brak wyodrębnionej szyi, opływowe kształty, pierwsza para kończyn wykształcona w wydłużone, silne płetwy, kończyny tylne zredukowane, płetwa ogonowa złożona z dwóch płatów, z czego dolny wzmocniony kręgosłupem. Występowała także płetwa grzbietowa, upodabniająca te stworzenia do rekinów. Budowa czaszki ichtiozaura wskazuje, że porozumiewały się one pod wodą za pomocą dźwięków, tak jak czynią to dzisiaj walenie. Przystosowanie tych zwierząt do życia w wodzie poszło maksymalnie daleko – całkowicie zerwały one z lądem i stały się jajożyworodne. Oznacza to, że młody osobnik wykluwał się z jaja w organizmie matki, a następnie wydostawał się z jej dróg rodnych wprost do wody. Odnaleziono szkielety samic z zachowanymi wewnątrz embrionami zwróconymi głową ku tyłowi ciała matki, gotowymi do wyjścia na świat. Znana jest wreszcie unikatowa skamieniałość, gdzie młody osobnik wystaje do połowy, podczas gdy jego tylna część ciała znajduje się jeszcze wewnątrz organizmu matki – śmierć zaskoczyła ichtiozaura w momencie samego porodu. Doprawdy niezwykłe znalezisko.
Istniało wiele różnych gatunków ichtiozaurów. Większość osiągała długość 2-3 m, ale zdarzają się też gatunki 12-metrowe. Uzębienie wskazuje, że ichtiozaury były typowymi rybojadami, choć – tak jak to było u plezjozaurów – kilka gatunków wyspecjalizowało się w kruszeniu twardych muszli ówczesnych głowonogów. Ichtiozaury zapewne opanowały wszystkie siedliska, jakie oferuje morze – znane są osobniki o spłaszczonym ciele, które prawdopodobnie prowadziły przydenny tryb życia, a także gatunki o ogromnych oczodołach, które zapewne zamieszkiwały głębiny. U niektórych gatunków górna szczęka jest kilkakrotnie dłuższa od dolnej, tak jak u dzisiejszego marlina – byli to najprawdopodobniej mieszkańcy otwartego oceanu.
Gady te pojawiły się jak wiele innych grup w środkowym triasie, nie dożyły jednak wielkiego wymierania sprzed 65 milionów lat. Z nieznanych nam przyczyn ci najlepsi spośród gadzich pływaków wymierają już w dolnej kredzie. Jak już powiedziano, ichtiozaury to jedne z najlepiej poznanych prehistorycznych zwierząt. Znamy dokładnie ich anatomię, tryb życia, pożywienie, dobrze poznana jest także ewolucja tej grupy i wzajemne pokrewieństwa poszczególnych gatunków. Jedyną w zasadzie tajemnicą ichtiozaurów pozostaje zagadka ich nagłego i niespodziewanego zniknięcia.
Ta nisza ekologiczna nie została jednak na długo opuszczona. W przyrodzie nie ma miejsca na pustkę i w końcu ichtiozaury znalazły godnych siebie następców.
Mozazaury (Mosasauridae), nazywane też morskimi waranami, choć wyglądają niesamowicie, należą do jaszczurek (Lacertilia). Naprawdę były bliskimi krewnymi dzisiejszych waranów, tyle że największy przedstawiciel tej rodziny – uważany za olbrzyma – waran z Komodo (Varanus komodoensis) osiąga do 3 m długości, podczas gdy niektóre mozazaury były czterokrotnie dłuższe, a ciężko jest znaleźć gatunki o długości poniżej 8 m. Także i te stworzenia były przystosowane do wyłącznie wodnego trybu życia – obie pary nóg przekształcone były w płetwy, więc mozazaury również nie mogły wychodzić na ląd aby składać jaja. Bezpośrednich dowodów na ich jajożyworodność jednak nie ma.
Budowa ciała mozazaura także znamionuje znakomitego pływaka: dwie pary płetw mniej więcej równej długości, ciało wydłużone, na końcu zaś długi, krokodyli ogon. Przy swoich rozmiarach i uzębieniu, którego nie powstydziłby się niejeden drapieżny dinozaur, musiały być postrachem górnokredowych mórz. Wątpliwe jest by odżywiały się głowonogami, a i spośród ryb zapewne włączały do swej diety jedynie te największe – ich najczęstszą zdobycz stanowiły zapewne inne gady, jak np. plezjozaury, a być może też pierwsze wodne ptaki. Dominacja tych bestii nie trwała jednak długo. Mozazaury pojawiły się dopiero ok. 80 milionów lat temu, by po zaledwie 15 milionach lat wyginąć, wraz z większością kredowej fauny.
Skamieniałości pradawnych morskich gadów, najczęściej ich zęby, możemy odnaleźć także w Polsce. Tereny naszego kraju były bowiem niemal przez cały mezozoik dnem tropikalnego morza.

W morzach kenozoiku

Także ptaki i ssaki opanowały oceany. Najstarszym znanym nam wodnym ptakiem jest Hesperornis z okresu górnej kredy, sprzed około 70 milionów lat. Długi dziób tego zwierzącia zaopatrzony był jeszcze w zęby, odziedziczone po gadzich przodkach. To także najstarszy znany ptak-nielot, gdyż jego szczątkowe skrzydła pomagały mu tylko w pływaniu, tak jak to jest u dzisiejszych pingwinów, ale z pewnością nie mogły unieść go w powietrze. Pokrojem ciała Hesperornis nie przypominał jednak pingwina, lecz raczej nura lub perkoza. Uwstecznienie skrzydeł przemawia jednak przeciwko uznaniu tego gatunku za przodka najprymitywniejszych żyjących dziś ptaków, jakimi są nury (Gaviiformes). Ich podobieństwo jest zapewne wynikiem zwykłej konwergencji, zaś Hesperornis i jego mniej poznani krewni wyginęli z końcem okresu kredowego, najprawdopodobniej bezpotomnie.
Najbardziej morskie z ptaków – pingwiny (Sphenisciformes) – zjawiają się na świecie w eocenie, także pod koniec eocenu pojawiają się wspomniane nury, choć sam rodzaj Gavia znany jest dopiero od pliocenu. Górnokredowy jest za to rodowód blaszkodziobych (Anseriformes). Zarówno kaczka (Anas) jak i gęś (Anser) występują od oligocenu. W eocenie pojawia się w zapisie kopalnym inny dobrze nam znany ptak – kormoran (Phalacrocorax). Należy jednak pamiętać, że kości ptaków należą do najdelikatniejszych ze wszystkich kręgowców, stąd też skamieniałości przedstawicieli tej właśnie gromady są zdecydowanie najrzadsze. Mamy niestety jedynie fragmentaryczne spojrzenie na ewolucję tych pięknych stworzeń.
O ile jednak ptaki nie odgrywają istotniejszej roli w życiu oceanu, jako że większość gatunków trzyma się blisko brzegów, o tyle wśród ssaków spotykamy prawdziwie morskie zwierzęta. Najważniejszymi są walenie (Cetacea). Ewolucję tej grupy poznaliśmy całkiem niedawno. Najstarszym znanym waleniem jest Ambulocetus z eoceńskich osadów Pakistanu. Trudno o bardziej idealne ogniwo przejściowe – Ambulocetus, choć niewątpliwie jest waleniem i większość życia spędzał w wodzie, ma jeszcze obie pary kończyn w pełni funkcjonalne i na tyle silne, by umożliwić mu poruszanie się po lądzie, oraz ogon, którego współczesne walenie też nie posiadają. A w górnym eocenie pojawił się prawdziwy wieloryb – olbrzymi, mięsożerny Basilosaurus, dochodzący do 20 m. Zwierzę to miało już tylko szczątkowe kończyny tylne, dwudziestocentymetrowej długości, ledwo więc widoczne na tle całości ogromnego cielska i zapewne do niczego nieprzydatne. Niemniej te miniaturowe nogi zachowały jeszcze komplet kości, łącznie z rzepką i palcami. U współczesnych waleni tylne nogi zanikły całkowicie. Przednie kończyny Basilosaurus wykształcone już były w mocne płetwy, tak jak to jest u dzisiejszych wielorybów, występowała też płetwa ogonowa.
Inne ssaki żyjące w morzach to trzymające się stref przybrzeżnych syreny (Sirenia), w stanie kopalnym znane od eocenu i nie odgrywające większej roli w morzach zarówno wtedy jak i dzisiaj, a także płetwonogie (Pinnipedia). Te ostatnie zjawiają się dopiero w miocenie. Nie mają już tak ścisłego związku z morzem jak walenie. Często wychodzą na ląd, a niektóre gatunki żyją w wodach słodkich. Rolę płetwy ogonowej pełnią u nich złączone tylne nogi, przednie przekształcone są w płetwy, ale u większości gatunków niewielkie i niezbyt przydatne czy to podczas pływania czy chodzenia po lądzie.
Warto tu zauważyć, że wszystkie morskie ssaki, tak wieloryby i delfiny, jak też foki i morsy, poruszają się w wodzie w podobny sposób. Ich płetwa ogonowa (lub spełniające jej rolę tylne nogi) ustawiona jest poziomo i zwierzęta poruszają nią w górę i w dół, w przeciwieństwie do ichtiozaurów, których płetwa ogonowa była pionowa i które poruszały nią na boki. W taki sposób pływają także ryby. Dopiero ssaki zmieniły ten schemat.

* * * * * *

W morzach żyje dziś więcej reliktów niż na lądzie, możemy więc w pewien sposób obcować z przedstawicielami odległych światów, które dawno zniknęły. Z tysięcy innych gatunków pozostały nam tylko skamieniałości. Pozwalają nam one zrozumieć jak wyglądało życie w morzach miliony lat przed pojawieniem się naszego gatunku.


Polecana lektura:
1. Zdenek V. Špinar, Zdenek Burian „Zanim pojawił się człowiek”.  
Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne 1975
2. Jerzy Dzik „Dzieje życia na Ziemi”. Wydawnictwo Naukowe PWN 1997
3. Stephen Jay Gould „Dzieje życia na Ziemi”. Świat Książki 1998
4. Franciszek Bieda „Paleozoologia”. Wydawnictwa Geologiczne, tom I - 1966, tom II - 1969
5. Włodzimierz Mizerski „Na tropach zaginionego świata”. Fortis 1994


 
Joomla template by DesignForJoomla.com
DesignForJoomla.com provides free Joomla templates, free and commercial Joomla extensions, Joomla tutorials and SEO tips for the Joomla CMS