|
„Ptasznik w windzie – ewakuowano blok”, „znaleziono pytona nad Wisłą” – te sensacyjne nagłówki to tytuły artykułów prasowych z ostatniego czasu. Niestety wciąż jeszcze popularne jest w Polsce robienie taniej sensacji kosztem ludzkiej niewiedzy.
Od kilku lat panuje moda na posiadanie zwierząt egzotycznych w domach, co ma swoje plusy i minusy. Na szczęście coraz mniejsze zdziwienie budzi fakt posiadania przez Kowalskiego węża czy jaszczurki. W szeroko rozumianej Europie gady czy płazy na szczęście przestały budzić już tak skrajne emocje, a prawodawstwo dostosowano do tego, że ktoś chce na przykład trzymać grzechotnika. Wolno mu, ale pod warunkiem spełnienia wielu rygorystycznych wymagań. Oczywiście nie jest tak w każdym państwie i nie zawsze, niemniej prawo stara się tu regulować takie zjawiska, a nie ich zabraniać. Terrarystyka szybko rozwija się w rękach prywatnych pasjonatów – im zawdzięczamy wyhodowanie wielu odmian barwnych, czy prowadzenie niektórych programów hodowlanych dla poważnych instytucji rządowych.
A jak jest w kraju nad Wisłą? Tak naprawdę prawodawstwo jest mętne i albo wszystkiego zabrania, albo nie precyzuje, co wolno. W efekcie mamy szarą strefę, pasjonatów-hodowców i powszechną niewiedzę. W listopadzie zeszłego roku upłynął termin rejestrowania w powiatach faktu posiadania zwierzęcia CITES (czyli chronionego postanowieniami Konwencji Waszyngtońskiej z 1973 r.). Nie sądzę, żeby nawet co drugi właściciel popularnego żółwia stepowego czy greckiego wiedział, że ma zwierzę chronione, choć aby to sprawdzić nie trzeba dużo wysiłku. Na stronie http://www.cites.org/ można sprawdzić, czy zwierzę objęte jest konwencją. Również pod krajowym adresem http://www.mos.gov.pl można poznać gatunki i przeczytać całą konwencję po polsku. Jednak dalej wiele osób nic na ten temat nie wie. Mało kto kupując w sklepie żółwia stepowego czy pytona królewskiego prosi o pokazanie jego świadectwa pochodzenia i rejestracji. A przecież nabywa zwierzę chronione, bez odpowiednich dokumentów, każdy celnik może je potraktować jako pochodzące z przemytu. Nieznane budzi lęk – może dlatego ptasznik budzi powszechną arachnofobię, choć tak naprawdę większość z tych pajęczaków może zagrażać, ale jedynie świerszczom, którymi są karmione. Brak skupienia na lekcjach biologii powoduje, że pan Nowak, gdy usłyszy, że sąsiad ma węża wyobraża, sobie kobrę czyhającą na ludzi, a nie całkowicie niegroźnego węża amurskiego. Zanim więc drodzy czytelnicy zbledniecie, gdy następnym razem przeczytacie kolejny sensacyjny prasowy nagłówek, postarajcie się poznać bliżej zwierzęta. Wtedy okaże się, że wąż wcale nie jest śliski i zimny, a skorpion to mało skuteczny sposób na problemy z teściową, za to ze szkodnikami na działce dobrze poradzi sobie brzydka z pozoru ropucha.
|